poniedziałek, 1 lutego 2016
niedziela, 13 września 2015
Granatowy pła(sz)cz
Obym i z tegorocznej jesieni miała tyle wspomnień. Para nad herbatą przypomina pierwsze spotkanie, chłód parkowej ławki pierwszy pocałunek. Gdzieś po drodze stałam się dorosła i inaczej teraz kocham. Tak na zawsze bym już chciała.
W wyobraźni mam film noir z jazzową oprawą. Polubiłam kapelusze, szminkę i bordowe paznokcie. Piękną siebie nie nazwę, ale łatwiej mi spojrzeć w lustro. Wreszcie widzę kobietę kochaną i pożądaną.
Ostatnio tylko herbatę pijam, jak na ironię po kawie mi senniej. Odprowadzam dzieci do przedszkola, tak w ramach wstępu do macierzyństwa. Obawiam się czasami, ale pewna jestem, że chcę kiedyś nosić aniołka pod sercem. Tylko jeszcze nie teraz. Siostrzeńcom się podoba, a mnie miło być nazywaną kochaną ciocią. Tylko co mi po tym, skoro stałam się okropną córką niepełnosprawnego ojca, obciążoną pełnomocnictwami i rachunkami do spłacania. Nie tak miała wyglądać dorosłość. Bardziej niż studia przeraża mnie tylko życie. Jeszcze polubię matematykę, zrozumiem rachunkowość, bo w biurokracji jest przyszłość i gdybym już była te trzy lata mądrzejsza, to pracę miałabym od miesiąca. Tymczasem sobie
czwartek, 13 sierpnia 2015
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Więcej takiego lata
czwartek, 18 czerwca 2015
Taki zwykły zeszyt
Mam stare listy i fotografie. Chcę nowych. Napiszę na każdy adres, który dostanę. Poznam nowe miejsca, które sfotografuję. Zamiast wspominać, zacznę tworzyć kolejne wspomnienia. Tyle chcę zobaczyć, tyle poznać. Obawiam się przyszłości i żałuję przeszłych chwil, ale tylko na teraz mam wpływ.
Chętnych do korespondencji proszę o wiadomość na samo_gloska@wp.pl.
wtorek, 16 czerwca 2015
Chwile w pudełkach






Brakuje mi listów, a potrzebuję się komuś wypisać.
niedziela, 14 czerwca 2015
środa, 10 czerwca 2015
niedziela, 7 czerwca 2015
Gdzieś między wierszami
Tak sobie obiecałam robić rzeczy osobno. Jeść po jednym kawałku. Tyle mam do spróbowania.
Patrzę na świat w twoich oczach, a ty mówisz żebym przestała. Kiedy mi tak trudno. Księżyc dojrzał. Wczoraj jeszcze nieśmiało nam świecił. Chyba olcha nad nami. Przyjemnie tak leżeć na sianie. Kochasz? Nie mów - w oczach słyszę.
wtorek, 2 czerwca 2015
Nie przejmując się ulotnością
Mam zeszłoroczny maj w tym czerwcu. Nadrabiam wschody, spaceruję zachodami, chłonę zapachy i smaki. Zbieram słowa, maluję nimi obrazy dla wyobraźni. Mnóstwo ich już mam i myślę co więcej z nimi zrobić. Znowu czytam Nabokova, z Poświatowską rozmawiam wieczorami. Modlę się do niej częściej niż do Boga. Mam Poetę. Pocałunki w szyję, ciepły oddech za uchem i pijane spojrzenie. Częściej wkładaj marynarkę, bo lubię takiego przyszłego prawnika. Pojedziemy do Pragi, gdzie mieszkał Kafka. Spełnisz moje marzenie. Mam kota, pana boga w futrze. To jej pierwsze burze. Jeszcze nie zna pieśni chmur, ucieka przed ich łzami. Tuli się do mnie jakbym miała ją ochronić, łaskocze uchem po brodzie, z każdym grzmotem mocniej wbija się w skórę. To nic, te krwawe kreski. Jak się kocha, to nie boli. Jeszcze odkładam decyzje, choć na rachunkowość już się zarejestrowałam. Jeszcze grzeję stopy słońcem i pozwalam włosom opadać na oczy. Myślę o trwającej chwili, nie przejmując się jej ulotnością.
czwartek, 28 maja 2015
Pytam internet co zrobić z życiem?. Artykułów na ten temat pełno, nie ja jedna mam taki problem. Tyle, że piszą ludzie, którym się udało. Szczęściarze. Wszelkie psychotesty mówią, że z duszą humanisty mam tworzyć i działać w tym kierunku. A jak na ironię z zawaloną maturą z polskiego (okaże się, czy w ogóle zdaną), nie mam szans na dziennikarstwo czy sztukę pisania (istnieje taki kierunek). Już mi minęła radość ze skończenia liceum. Już nie chcę być dorosła. A jeszcze nawet nie zaczęłam.
wtorek, 26 maja 2015
Gwałtownie wydostaje się z nas światło, światło z impetem się w nas wlewa.
Moje życie jest powieścią drogi. Będę pisać póki starczy stron.
Zdumiewające, jak wiele może książka. Wypożyczyłam, bo znany autor, bo nawet film ma być, a jak już przeczytałam, to postanowiłam książkę kupić, zaznaczyć ważne fragmenty, czasami nawet całe strony i wracać do nich w tych gorszych momentach. Green napisał mi biblię, i to już jakiś czas temu, a ja dopiero teraz ją doceniłam. Odkryłam tę książkę w idealnym momencie mojego życia. Pozornie banalna historia, a pełna życiowych sentencji. Powieść o buncie, zemście, odchodzeniu, pożegnaniach i nowych początkach, tym są Papierowe miasta.
(...) w którymś momencie będziesz musiał przestać wpatrywać się w niebo, bo inaczej pewnego dnia spojrzysz z powrotem w dół i zorientujesz się, że ty także uleciałeś gdzieś w przestworza. A ja nadal zadzieram głowę do góry i nie wiem co dalej. Za dużo mnie czeka. Za bardzo się boję.
wtorek, 19 maja 2015
Takie wczoraj
czwartek, 9 kwietnia 2015
Bolesne oddechy zawdzięczam skomplikowanemu skrzywieniu kręgosłupa. Gołym okiem go nie widać, stąd też nikt, tym bardziej ja, nie spodziewał się u mnie takiej przypadłości. Leczona miałam być od dziecka, bo wtedy to się zaczęło, ale nieudolni lekarze, przepisujący chorym te same recepty i wypełniający karty bilansu na odczepne, nigdy tego nie zdiagnozowali. Dostałam lek, który przepisuje się ludziom po wypadkach i operacjach, ulotkę w większości zajmują przeciwwskazania i opisy skutków ubocznych. Jak wyczytałam na skierowaniu, męczy mnie chroniczne zapalenie okolic międzyżebrowych. Kręgosłup mam pod łopatką, która jest pięć centymetrów wyżej od drugiej. Stąd bolesny ucisk po prawej stronie. Strach pomyśleć, gdyby kręgosłup znalazł się pod lewą łopatką. Podobną różnicę mam między wysokością bioder. W przyszłości mogę mieć problemy z porodem.
Pod koniec lipca zaczynam rehabilitację. Nie było wcześniejszych terminów. Do tego czasu muszę zadbać o siebie sama. Jak tylko infekcja ustąpi iść na basen i nauczyć się pływać żabką. Ćwiczyć ramiona i biodra, bo z tymi problemy dopiero się zaczną. Potem zadbać o serce. Lepiej już nie będzie, może być tylko gorzej.
Obawiam się, że bez kolejnej wizyty się nie obędzie. Obym miała szczęście i trafiła na tę samą lekarkę. Męczy mnie kaszel, który dodatkowo nadwyręża moje płuca. Bolą wszystkie kości, kręgosłup szczególnie. Mam dwutygodniową nieobecność w szkole, nie wspominając już o zbliżającej się maturze. Nie umiem się uczyć. Większość czasu śpię, tak boli.
Znam już przyczynę, mimo to nie czuję ulgi. To tylko kolejny problem. Czuję się winna swojej przypadłości. Przynajmniej tak traktują mnie w domu. Córka kaleka. Tym razem nie zamierzam tego tak zostawić. Skierowanie już zaniosłam, załatwiłam rehabilitacje. Trochę odetchnęłam, choć wszystko przede mną.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Ponad godzina po północy. To nie wyjątkowa jasność księżyca jest powodem mojej bezsenności. Boję się zasnąć. Boję się nie obudzić. Tak cicho bije serce, tak bolą oddechy. Słyszę zegary i samochody. Autostrada szumi jak morze, które tak bardzo chciałabym zobaczyć ponownie. Tylko raz je widziałam, tak dawno, dziewięć lat temu. Pamiętam jak śpiewało. Teraz słucham samochodów. Potrzeba mi tylko świeżego powietrza. Od reszty mam wyobraźnię.
Już boli trochę mniej. Trochę głośniej słyszę serce. Lekarz nie wie, ale jutro znowu zapytam. Może będzie już wiedział. Może po prostu jestem chora. Wystarczy antybiotyk i przejdzie. A może na to nie ma lekarstwa. Można wyleczyć strach? Kiedy ja się nie boję. Nie o życie, choć gdy serce zwalnia nie chcę, by stanęło. Śmierci się nie boję. Ale tego, co będzie po niej. Samotności też się nie boję. Ja to nazywam świętym spokojem. Tylko boję się, że mnie zapomną. Że krótko będą płakać albo w ogóle. Kiedyś chciałam zostać i zobaczyć ich łzy. Ale już widziałam, jak mama nade mną płacze. Teraz często. Żadnego pożytku z najmłodszej. Jednak kocha, bo po tych łzach wściekłości płyną smutku. To dobre łzy. Często je wylewam. Choć ostatnio już mniej. Nie można ciągle płakać. Jak płaczę, to nie widzę, a i tak widzę coraz mniej. Jeszcze tyle chcę zobaczyć. Z siostrą dzisiaj o tym mówiłam. Włochy nam się marzą. Mnie jeszcze Paryż i Londyn. Jeszcze nigdzie nie byłam, mało widziałam. Jeszcze chcę zobaczyć. Chcę zdążyć zobaczyć.
Księżyc nie zgasł. To tylko chmury. Ale ciemniej się zrobiło. Ciebie mniej się zrobiło. Nie mamy czasu, nie mamy zdrowia. Chęci też mniej. Chociaż chciałabym. Teraz. Właśnie teraz. A mieć nie mogę. Nawet nie przytulaj ani nie całuj, bo mnie rozpraszasz ustami. Bądź po prostu. Oddychaj ze mną gdy tak boli. Mów mi, bo ostatnio strasznie milczysz. Nie chcę za dużo. Trochę wystarczy. Już mnie wziąłeś i już mnie masz. Nie chcę siebie z powrotem. I tak, już się nie da zwrócić. Oddałam duszę i ciało. Miej je sobie. Tylko kochaj. Jak nie cały czas, to chociaż czasami.
Nie boli. Biję i oddycham w swoim rytmie. Niespokojnym i poszarpanym, ale to mój rytm. Zasnę teraz. Jeszcze się boję ale już mniej. Pójdę brzegiem morza. Będę widzieć żółte niebo i dłonie mieć żółte piaskiem. Stopy mieć głaskane falami. I słyszeć samochody.
niedziela, 5 kwietnia 2015
z mar twych wstań
Nie odpisałeś?...
Z MAR TWYCH WSTAŃ
Do mnie trzeba drukowanymi. Na czerwono najlepiej, w widocznym miejscu. Krótko i dobitnie.
Zabolało. Zasłużyłam. Dziękuję. Wstanę, choć znowu upadnę. Pójdę, mimo potknięć. Spróbuję jeszcze raz. A potem kolejny.
rok temu.
być może nie pamiętasz
jeszcze nieświadomi
zobacz ile przypadek może
wspominam twoje usta na moich
i czekam kolejnych pocałunków
środa, 1 kwietnia 2015
niedziela, 1 marca 2015
Odezwę się po wszystkim.


