Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensualnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensualnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Więcej takiego lata

Gdzie trzech pijanych tam ja trzeźwa. Dla takich chwil warto. Szkoda zapomnieć gwałtownej ulewy, ogniska na skraju lasu czy popisów wokalnych pijanych facetów. Brunatne niebo nad nami i chmury tytoniowego dymu. Przed północą był spacer środkiem lasu do obalonego drzewa. Jeden trzymał drugiego, żeby się nie zgubić, a tylko nikłe światło komórki wskazywało drogę. Wejść na pień nie trudno, zejść jeszcze szybciej, ale boleśniej. Jeszcze deszcz padał z liści, pięknie pachniało. 
Tak lubię spać w twoim łóżku, zasypiać w zapachu po tobie. Tak lubię ciebie we mnie, twoje pijane spojrzenie i rozchylone wargi. Łaskoczesz brodą w policzek, mam twoje usta na czole, na dobranoc. Tak łatwo zasnąć o świcie i przespać deszcz.

niedziela, 7 czerwca 2015

Gdzieś między wierszami

Lubię poranki po księżycowych nocach, kiedy wieczór mam cały jasny. Dużo nie śpię, bo szkoda chwil. Spojrzeń mi żal odrywać od nieba, a bolą za długie. Piękny ten błękit. Mam wody po brzuch, jak się kładę to łaskocze w uszach. Grzeje mnie po twarzy. Więcej wiatru chcę we włosach.
Tak sobie obiecałam robić rzeczy osobno. Jeść po jednym kawałku. Tyle mam do spróbowania.
Patrzę na świat w twoich oczach, a ty mówisz żebym przestała. Kiedy mi tak trudno. Księżyc dojrzał. Wczoraj jeszcze nieśmiało nam świecił. Chyba olcha nad nami. Przyjemnie tak leżeć na sianie. Kochasz? Nie mów - w oczach słyszę.

wtorek, 2 czerwca 2015

Nie przejmując się ulotnością

Przepiękna jest ta lekkość moich myśli, swoboda działań i spokój umysłu. Dawno nie czułam się tak błogo. Pozbawiona jakichkolwiek obowiązków, całe dnie spędzam pod gołym niebem. Dzięki siostrzeńcom, z których powodu mam w ogrodzie trzymetrową zjeżdżalnię, przeżywam swoje drugie dzieciństwo. Biegam boso pośród wysokich polnych traw, zbierając bukiety kruchych dmuchawców; głową w dół zwisam z huśtawki, podziwiając świat w rewersie; ufnymi palcami głaszczę wąsate pyszczki śnieżnobiałych królików, a późnymi wieczorami, chłonąc niczym niezaburzoną ciszę, odczytuję Poświatowskie opowieści.  
Pragnę jak najszybciej rzucić się w ramiona Pana Poety. Przyniesie to korzyści nam obu, bo samotność porządnie mąci nam w głowach. Niczego nie planuję, nie wybiegam w przyszłość. Myślę o trwającej chwili, nie przejmując się jej ulotnością.

Mam zeszłoroczny maj w tym czerwcu. Nadrabiam wschody, spaceruję zachodami, chłonę zapachy i smaki. Zbieram słowa, maluję nimi obrazy dla wyobraźni. Mnóstwo ich już mam i myślę co więcej z nimi zrobić. Znowu czytam Nabokova, z Poświatowską rozmawiam wieczorami. Modlę się do niej częściej niż do Boga. Mam Poetę. Pocałunki w szyję, ciepły oddech za uchem i pijane spojrzenie. Częściej wkładaj marynarkę, bo lubię takiego przyszłego prawnika. Pojedziemy do Pragi, gdzie mieszkał Kafka. Spełnisz moje marzenie. Mam kota, pana boga w futrze. To jej pierwsze burze. Jeszcze nie zna pieśni chmur, ucieka przed ich łzami. Tuli się do mnie jakbym miała ją ochronić, łaskocze uchem po brodzie, z każdym grzmotem mocniej wbija się w skórę. To nic, te krwawe kreski. Jak się kocha, to nie boli. Jeszcze odkładam decyzje, choć na rachunkowość już się zarejestrowałam. Jeszcze grzeję stopy słońcem i pozwalam włosom opadać na oczy. Myślę o trwającej chwili, nie przejmując się jej ulotnością.

sobota, 21 marca 2015

...

(to kiedyś wróci)

niedziela, 15 lutego 2015

Tamten gwiaździsty granat nieba

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie
myślę - co też się stanie
z moim sercem głodnym miłości

a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który chłodny

                                           - Poświatowska

Herbaciane róże słodzą oddechy, wyjątkowo bolesne tego wieczoru. Chciałabym wczoraj. Tamten gwiaździsty granat nieba. Może zdołałabym wypłakać ból w jego ramionach. Nigdy nie jest, gdy potrzeba. Wspomnienie ust koi, ale nietrwała to ulga. Dużo całował. Ja tak lubię jego wargi na moich, jego oddech z moim. Samej źle mi się oddycha. Podobam mu się w czarnych rajstopach. Samej sobie [...] zaczynam w komplementy wierzyć. Klęczy przede mną tak ulegle. Nagradzam posłuszeństwo, w pijanym brązie oczu widząc więcej niż inni.

czwartek, 12 lutego 2015

bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno

chłód wieje z przestrzeni

kiedy myślę
jaka ona duża
i jaka ja

to mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata

                                               - Poświatowska

sobota, 3 stycznia 2015

1

Chrząka znacząco, przypominając o swojej obecności. Uparcie patrzę w okno, unikając jej spojrzenia. Skarbie, zaczyna, pocieszająco głaszcze moje ramię. Czyżby poetce zabrakło słów?, zdaję się słyszeć. Nazwałaś mnie poetką? A jak inaczej? Odpowiadam rumieńcem. Wzdycha teatralnie i lekko wskakuje na parapet. Trąca mnie kolanem, kolejny raz zachęcając do rozmowy. Był taki ładny że poszłaś z nim do łóżka? Och, przestań. Chichocze. Odwracam wzrok z powrotem ku szybie. Zamiast świata widzę siebie. Moja twarz odbija się na szkle, jak w lustrze. Kolejne tak realne wspomnienie tej chwili. Ponownie czuję jego dotyk, gorące dłonie sunące po nagim ciele. Jeszcze raz widzę nasz pocałunek. Chwilę później leżę w łóżku. Jest na mnie, jeszcze nie we mnie. Zapominam o słowach, potrafię tylko patrzeć. Tonąć w czerni jego oczu, czepiać się szerokich ramion i wplątywać palce w kruczoczarne kosmyki. Chwila, nim ból staje się przyjemny. Rozpamiętuję każde rozkoszne pchnięcie, każdy stłumiony jęk. Zapadam się. I zasypiasz wtulona w zapach po nim. Potwierdzam uśmiechem.



Mylą mi się dni tygodnia. Trochę brakuje kalendarza, jednak postanowiłam nie przeliczać dni na kartki. Mam chwile. Te szczęśliwe spisuję i wrzucam do słoika. Pachnie herbatą.
Nie wiem czy to kara za libację u Marlenki, czy gwałtowny powrót Pani Emetofobii. Jedno wiem na pewno - wino nie zostanie moim przyjacielem. Obiecałam sobie ograniczać bliższe kontakty z nim.
Przekonałam się za to o troskliwości Pana Poety i jego zrozumieniu dla mojej przypadłości. To już tradycja, że każdy rok kończę i zaczynam z okropnym bólem brzucha. Okoliczności bynajmniej nie sprzyjały. Myślałam, że wreszcie nauczyłam się sypiać poza domem. Do tego doszła jeszcze niespodziewana wizyta u sąsiadów, z których domu ledwo zdążyłam się ewakuować. Byłabym zemdlała, choć wcale nie było tak gorąco. Przyzwyczajaj się kochany, ze mną będziesz miał same takie akcje.
Od dwóch dni jestem wzorową joginką. Nie starcza mi jedna sesja dziennie. Próbuję nowe asany, poznaję możliwości mojego ciała. Jednak jestem dość giętka. Myślę nad zmianą diety, staram się regulować długość snu, co niestety na razie mi nie wychodzi. Kolejny raz mam chęci i motywację. Ciekawe na jak długo.

niedziela, 28 grudnia 2014

...

Podobają mi się te święta. Pierwszy raz czuję, że wypoczywam. Nic tylko czytam, piszę, oglądam i piję. Być może piję za dużo, wszystkich tym zaskakując. Śpię jeszcze mniej, szkoda mi czasu na sen.

Jak chcesz, to mogę Ci zrobić tak, żebyś już nie była panną.
Spełniasz moje marzenie.
Jestem totalnie uzależniony od Twojego uczucia, głosu, zapachu, tej pięknej buzi [...] Mimo, że byłem wcześniej w związku to nigdy czegoś tak wspaniałego nie czułem.

Aż mi tak cieplej w środku.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Nigdy nie oddychało mi się lepiej

Nie sposób opisać Twój głos, choć tyle go słyszałam tej nocy. Pięknie śpiewasz mój Poeto. Czułam drżenie szarpanej struny, widziałam taniec smukłych palców. Skomplikowana choreografia.
Pięknie palisz cygaro. Pokazujesz jak je trzymać, jak wypuszczać dym. Pozwalasz mi spróbować. Niepewnie przykładam je do ust. Mrużę oczy i ostrożnie wciągam drażniący dym. Wypuszczam, gdy zaczyna palić w język. Zlizuję cierpki posmak z warg. Czuję Twoje spojrzenie. Drugi raz zaciągam się głębiej. Wpuszczam dym do płuc. Nigdy nie oddychało mi się lepiej.

środa, 10 grudnia 2014

...



      Dziękuję Wam za pełne troski maile i komentarze, za wsparcie i pomoc, którą od Was dostaję. Choć tak naprawdę nawet się nie znamy, to mam wrażenie, że łączy mnie z Wami więcej niż z rodziną.
Powoli dochodzę do siebie. Przynajmniej psychicznie, bo odporność ponownie mnie zawiodła i kilka następnych dni najprawdopodobniej spędzę w domu. To nawet lepiej. Nie obiecuję sobie, co zrobię w tym czasie, niczego nie planuję, bo zazwyczaj tych planów i tak nie realizuję. Po prostu postaram się udowodnić samej sobie, że potrafię wykorzystać dobę jak najlepiej.
      Miło wspominam sobotni mikołajkowy wieczór. Wystarczyła obecność Pana Poety, ciepło jego ramion, słodycz jego ust i kojący głos, bym od razu poczuła się lepiej. Jeszcze nie zdołałam przywyknąć do jego miłosnych wyznań. Nie przypuszczałam, że ktoś zdoła mnie pokochać. Tym bardziej ktoś taki.
      To samotność popchnęła mnie do założenia bloga, spisywania swoich żalów. Czytając zeszłoroczne posty nie poznaję samej siebie. Ileż było wzlotów i upadków, klęsk i spełnionych marzeń. Najwyraźniej nigdy nie wyjdę na prostą. Pogodziłam się z tym. Zaakceptowałam moje wady, nauczyłam się żyć z moimi fobiami. Czasami zdarza mi się gorszy dzień, czy nawet miesiąc, ale z czasem zawsze jest lepiej. Chyba rodzi się we mnie pewien optymizm, jednak nie chcę zapeszyć. 

sobota, 8 listopada 2014

Moja Pani, jesteś piękna

Lubię naszą przyjaźń -
nocne przejażdżki 
słuchanie big-bandów
podłogowe sesje jogi
francuskie komedie
salwy śmiechu
gorąco pachnącą herbatę
okruszki czekolady
nazywanie mnie po nazwisku...

Kocham naszą miłość -
zaparowane szyby samochodu
rozkoszny jęk 
malinowe plamki na szyi
różowo lukrowane palce
miękkość włosów
szorstkość policzka 
całowane dłonie
nazywanie mnie Panią...

wtorek, 4 listopada 2014

Kopciuszek śni o Księciu

Nastały poranki, kiedy zlękniona otwieram oczy. Potrzeba mi głębokich oddechów, głośnego westchnienia i przeciągłego ruchu ramion. Porażona rzeczywistością snów, bynajmniej koszmarów, dopiero po chwili uświadomiona przeżywam słodkie przypomnienie. Jego oddech na moim policzku, jego usta na moich wargach, jego dłonie na moim ciele. Cudownie rzeczywiste.

Polubiłam spacery o zachodzie słońca, wilgotne ławki jesiennych parków, jego kurtkę, kolacje w samochodzie, kawę w papierowym kubku, nocne przejażdżki rozświetlonymi ulicami miasta, czeskie radio, pocałunki na czerwonym świetle, jego dłoń na moim kolanie.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny;
Są one na kształt prochu zatlonego,

Co wystrzeliwszy gaśnie.
Teoretycznie znam go pół roku, praktycznie dwa tygodnie, a już zdążyliśmy poznać swoich rodziców. Mama coś przede mną ukrywa. Nie bez powodu przestrzegałaby mnie przed zakochaniem. Czyżby kiedyś przeżyła uczucie równie gwałtowne, aż za idealne? Uważa, że jestem za młoda na taki związek. Niepotrzebnie się martwi. Nauczyłam się nie przywiązywać. Oboje ustaliliśmy, że jesteśmy razem, ale nie w związku. Jesteśmy przyjaciółmi, którzy wyznają sobie miłość i trochę za dużo się całują. Doświadczyliśmy niejednej niespełnionej miłości, dopiero uczymy się kochać. Nie planujemy. Nie składamy obietnic, których nie zdołamy dotrzymać. Chcemy uniknąć dramatów. Choć nie ukrywam, zaczynam czuć coraz więcej. Boję się tego uczucia.

niedziela, 26 października 2014

Cuando me enamoro

Wiedziałam, że nie zdążę. Nienawidzę komunikacji miejskiej. Przyjadę. Czekam. Wyjątkowo zimno. Muszę znaleźć czapkę i rękawiczki. Jeszcze kilka miesięcy temu nie zgodziłabym się. Tymczasem czekam. Tylko trochę niespokojnie oddycham. 
Znikąd pojawia się znajomy samochód. Zziębnięta wskakuję do środka. Pan Poeta wita mnie uśmiechem i nazywa po nazwisku. Zawsze tak robi. W radiu jakiś klasyk, nie znam tytułu ale piosenkę lubię. Rozsiadam się wygodniej i wdycham słodkie powietrze. Już niczego się nie boję.
Otwiera mi drzwi. Zdejmuję buty, wieszam kurtkę. Pod nogami plącze mi się pies. Jego mama pyta co chcę do picia. Idziemy na górę. Standardowo potykam się na schodach, ale udaje mi się utrzymać pion. Jaskinia artysty, myślę wchodząc do pokoju. W jednym kącie gitara, na prawo statyw i aparat, pod kaloryferem pamiętna deskorolka. Siadam na kanapie, na kolanach trzymam psa. Najwyraźniej smakują mu moje palce. Pan Poeta włącza film i karmi mnie orzeszkami w czekoladzie. Mija pół godziny. Ciężko skupić nam się na fabule. Nie ma sensu dalej oglądać. 
Rozmawiamy, pijemy herbatę i słuchamy jazzu. Opieram się o jego ramię, szukając wygodniejszej pozycji. Kołyszę się w rytm jego oddechu. Już nauczyłam się patrzeć mu w oczy. Zapada zwiastująca cisza. Zamykam oczy i czuję jego usta na moich. Pierwsze, delikatne muśnięcie, a zaraz po nim najpiękniejsze wyznanie, które słyszę po raz pierwszy w życiu. Kocham Cię. Ja Ciebie też. Nie przestaje mnie całować. Rozchylam wargi łapiąc trochę powietrza, a tym samym pozwalając mu na więcej. Wplatam palce w jego włosy, czuję jego dłonie pod bluzką. Pyta o pozwolenie, nie protestuję. Chcę tego. Odrywam usta od jego warg, zaczynam całować szyję. Palcem sunę po obojczyku, posyłając mu znaczące spojrzenie. W sekundę leżę na plecach. Odwzajemniam jego szeroki uśmiech i zezwalam skinięciem głowy. Tak mnie jeszcze nie całował. Brakuje mi tchu. Muska ustami szczękę, wgłębienie w szyi, pociąga za rzemyk z triadą. Czuję jego oddech między piersiami. Odsłania mój brzuch. Łaskocze mnie brodą i liże wrażliwą skórę, całuje pępek. Prostuję się gwałtownie, dłużej już nie wytrzymując. Z trudem oddycham. Odwzajemniam spojrzenie. Przykładam dłoń do szorstkiego policzka i sunę palcem po jego rozchylonych wargach. Muska językiem mój opuszek, delikatnie go przygryza. Chwyta moją dłoń i całuje ją. Przez chwilę czuję się jak dama, choć nieraz nazywał mnie swoją panią. Całuje całą moją rękę, od palców, aż do łokcia. Wsuwa dłonie w rękawy bluzki, chwyta mnie za ramiona i przysuwa do siebie. Czuję bicie jego serca. Drugi raz tego wieczoru wyznaję mu, co czuję. Nie mam już wątpliwości. 
Kładzie głowę na moich kolanach, Bawię się jego włosami. Słychać tylko nasze oddechy i muzykę. Słowa nie są nam potrzebne. 
Robi się coraz później. Nie chcę, ale muszę wracać do domu. Odwozi mnie okrężną drogą. Śpiewa mi hiszpańskie piosenki. Przez szklany dach samochodu pada ciepłe światło latarni, dostrzegam pojedyncze gwiazdy. Kładzie rękę na moim kolanie, czuję na sobie jego spojrzenie. Uśmiecham się do niego i całuję ostatni raz tego wieczoru.

wtorek, 23 września 2014

Chciałabym Cię mieć w domu na jesień

Chciałbym Cię mieć w domu na jesień. I pisać do Ciebie listy szeptem. I słuchać, jak patrzysz w sufit, myśląc nad tym, że pięknie jest. I zamykać Twoje oczy swoimi ustami. I usypiać Cię swoim oddechem. I grać Ci na gitarze, śpiewać ulubioną piosenkę. I pisać o Tobie wiersze. I uciec z Tobą gdzieś.
I żyć.
- Mikołaj Bajorek

chciałabym Cię mieć w domu na jesień
czytałabym od Ciebie listy szeptem
patrzyłabym, jak myślisz nad tym, że pięknie jest
zamykałbyś moje oczy swoimi ustami
usypiałbyś mnie swoim oddechem
słuchałabym jak grasz mi na gitarze
tańczyłabym do ulubionej piosenki
czytałabym o mnie wiersze
uciekłabym z Tobą gdzieś
i umarłabym

Jakże inaczej mogłabym przywitać najpiękniejszą z pór roku, jeśli nie kilkoma wersami? Wiele zawdzięczam Jesieni. Tej zeszłorocznej zaczęłam pisać. W ogromie artystów ciężko coś osiągnąć, jednak możliwość publikowania mojej twórczości sprawia mi niemałą przyjemność. Pisanie do szuflady nie ma najmniejszego sensu. Świadomość bycia czytanym motywuje do samorozwoju. Na to też pragnę ten miesiąc poświęcić. 

Ponadto postanowiłam stworzyć listę czynności przyziemnych, które absolutnie muszę wykonać każdego dnia. Przez ogrom szkolnych obowiązków jestem w stanie zapomnieć o tak prozaicznych czynnościach, jak wypicie ulubionej herbaty czy przesłuchanie kilku piosenek. Ostatnio nie znajdowałam czasu na jogę, przez co zaczęłam fatalnie się czuć. W pierwszy poranek bez treningu ledwo wygramoliłam się z łóżka. Postaram się łączyć jogę z medytacją, która jak zauważyłam, ma na mnie pozytywny wpływ. Nie mogę zapominać o przyjemnościach. Każdego dnia znajdę chwilę na poczytanie książki, przejrzenie pisma modowego i zjedzenie czegoś słodkiego (oczywiście w rozsądnych ilościach). Jestem na etapie odkrywania dobrodziejstw Steama i Desury. Pobieram wszystko, co rozdają za darmo i gram na odstresowanie. Postanowiłam spać co najwyżej siedem godzin. Śpiąc dłużej wcale nie czuję się lepiej, a ponadto mam wrażenie, że tylko marnuję czas. Oczywiście zrobić to wszystko w jednym dniu będzie ciężko, jednak zauważyłam, że nawet kilka minut przyjemności pozytywnie nastraja mnie na resztę dnia. Nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy.


P.S. Jesień jest porą, kiedy na nowo odkrywam miłość do muzyki. Towarzyszy mi podczas odrabiania zadań domowych, jazdy autobusem czy w walce z bezsennością.  Postanowiłam dzielić się z Wami moimi ulubionymi utworami, czasami dość melancholijnymi, typowo jesiennymi. Może Wam również się spodobają.

piątek, 1 sierpnia 2014

Smakujesz sierpniem

Bezgwiezdne niebo zachwyca mnie swym bezkresem. Ciągnie mnie ku tej czerni. Odsuwasz kurtynę kasztanowych kosmyków oddechem drażniąc mą nagą szyję. Rozpoetyzowane westchnienia szepczesz mi do ucha. Czuję twój rumieniec na mym policzku. Malinowe usta przykładasz do mych warg. Smakujesz sierpniem wierny przyjacielu. 

Samotni we dwoje spragnieni rozkoszy smakujemy siebie nawzajem.

***

Na ten miesiąc czekam cały rok. Sierpniowa pora sprzyja mi najbardziej. Złote zachody, rześkie poranki, ogrodowe maliny i jeżyny... Nie rozstaję się z notatnikiem. Słowa chłonę z powietrza. Drugą połowę wakacji rezerwuję dla siebie. Dla poezji, muzyki, jogi.

niedziela, 25 maja 2014

...


***

Zauważyłam, że pośród słodko wonnych piwonii lepiej czyta się poezję. Ostatnio zaprzyjaźniłam się z Leśmianem, który pisał o miłości jak Pan Poeta. Powyższy zlepek słów jest parafrazą naszej rozmowy. Duszne wieczory i samotność porządnie mieszają nam w głowach. Coraz częściej piszemy tak otwarcie o naszych pragnieniach. Nadal nie jestem pewna relacji, która nas łączy, jednak zaczynam się przełamywać. Możliwe, że spotkamy się we wtorek. Trochę obawiam się naszej pierwszej "randki". Niezręczna cisza raczej nam nie grozi, bo M. usta się nie zamykają (choć to co innego rozmawiać na skype). Największy problem stanowi Pani Emetofobia, która na miesiąc znikła z mojego życia, by teraz dręczyć mnie ze zdwojoną siłą. Na szczęście Pan Poeta rozumie moją przypadłość. Sam od kilku lat boryka się z nerwicą, której ataki są nieporównywalne do moich. Oboje potrzebujemy zrozumienia i opieki (a zagwarantowanie jej sobie nawzajem byłoby najlepszym rozwiązaniem, czyż nie?).

Zajęcia terenowe (uroki rozszerzonej geografii) są jedynym powodem, dla którego wybieram się jutro do szkoły. Piątkowego spaceru pośród metrowych zarośli nigdy nie zapomnę, a jutro zapowiada się równie ekstremalnie. Moja stuprocentowa frekwencja już dawno runęła w gruzach, a na ocenach przestało mi zależeć. Niecierpliwie odliczam dni do wakacji, choć na pierwsze miejsce wysuwa się data 22 czerwca. Mój pierwszy w życiu koncert. Będzie mi dane na żywo usłyszeć zespół, który w zeszłym roku uratował mnie przed popadnięciem w depresję. Wiele zawdzięczam Thirty Seconds To Mars. Może brzmię jak psychopatyczna fanka i może taką jestem, ale nie wstydzę się nosić triady. I AM THE ECHELON.

środa, 30 kwietnia 2014

...

Przepiękna jest ta lekkość moich myśli, swoboda działań i spokój umysłu. Dawno nie czułam się tak błogo. Pozbawiona jakichkolwiek obowiązków, całe dnie spędzam pod gołym niebem. Dzięki siostrzeńcom, z których powodu mam w ogrodzie trzymetrową zjeżdżalnię, przeżywam swoje drugie dzieciństwo. Biegam boso pośród wysokich polnych traw, zbierając bukiety kruchych dmuchawców; głową w dół zwisam z huśtawki, podziwiając świat w rewersie; ufnymi palcami głaszczę wąsate pyszczki śnieżnobiałych królików, a późnymi wieczorami, chłonąc niczym niezaburzoną ciszę, odczytuję Poświatowskie opowieści.
Pragnę jak najszybciej rzucić się w ramiona Pana Poety. Przyniesie to korzyści nam obu, bo samotność porządnie mąci nam w głowach. Niczego nie planuję, nie wybiegam w przyszłość. Myślę o trwającej chwili, nie przejmując się jej ulotnością. 
Indila stała się moją kolejną nauczycielką języka francuskiego. Wraz z końcem roku szkolnego zamierzam na poważnie przyłożyć się do nauki. Nieustannie zbieram materiały, a motywacji mam coraz więcej. Wspaniale, że ten język ma tak wiele wspólnego z hiszpańskim, z którego swoją drogą też muszę się udoskonalić, bo za rok na pewno będę zdawać z niego maturę. A co dalej? Nadal nie mam pojęcia. 

Zdecydowaną faworytką dzisiejszego dnia jest Indila, więc Daily Song Challenge sobie odpuszczę.

sobota, 29 marca 2014

Samotność śni mi koszmary

Z wysiłkiem unoszę powieki. Mija chwila nim w gęstym mroku zaczynam dostrzegać otoczenie. Nie rozpoznaję kryształowego żyrandolu wiszącego nad moją głową. Unoszę się na łokciach, by poszerzyć pole widzenia. Zalany ciemnościami pokój budzi we mnie lęk. Instynktownie kieruję wzrok w stronę białego promienia światła, przebijającego się przez nieszczelnie zasłonięte okno. Podążam jego śladem, starając się dostrzec coś więcej. Świetlista łuna pada na moje smukłe stopy. Czym prędzej je odsuwam, uciekając przed księżycowym blaskiem. Ruch powoduje szelest pościeli; dopiero teraz czuję chłód satyny. Przestraszona gwałtownie przyciągam nogi, kolanami zasłaniając nagie piersi, a skrzyżowanymi kostkami łono. Długie włosy opadają kasztanową kurtyną na ramiona. Przesuwam się do tyłu, jak najdalej plamy światła. Plecami dotykam chłodnej ramy łóżka. Rażona zimnem, zastygam w bezruchu. Zawstydzona swoją nagością, nieruchomo tkwię w ciemności. By się uspokoić, zaczynam liczyć swoje oddechy. Przy siedemnastym zdaje mi się słyszeć jakiś szmer. Mocniej zaciskam dłonie na ramionach i wstrzymuję oddech. Mrużę oczy, starając się dostrzec w mroku niebezpieczeństwo. Witaj, śpiąca królewno, znajomy szept dochodzi z bliższej odległości niż się spodziewałam. Tłumię w sobie krzyk przerażenia i jak najmocniej wbijam paznokcie w skórę, byle tylko wybudzić się z tego koszmaru. Kazałaś mi długo czekać, drżę pod wpływem jego zimnego głosu. Mocno zaciskam powieki, starając się nie rozpłakać. Szmer jego kroków staje się coraz głośniejszy. Niepewnie otwieram oczy. Z ciemności powoli wyłania się jego sylwetka. Nagi tors emanuje blaskiem, czarne spodnie ledwo trzymają się na biodrach. Księżycowa łuna oświetla jego szczupły, ale umięśniony brzuch. Podchodzi bliżej, światło pada na obojczyk. Opiera dłonie na ramie łoża, a promienie księżyca oświetlają jego oblicze. Rozpoznaję jego zielone oczy i blond kosmyki. Nie potrafię uspokoić oddechu, po moim zaczerwienionym policzku spływa łza. Boisz się mnie?, troskliwie pyta. Nie jestem w stanie wydusić odpowiedzi. Jest tak blisko, że czuję na twarzy jego oddech. Kciukiem ściera słoną wilgoć zdobiącą mój policzek. Spuszczam głowę unikając jego wzroku. Nie wstydź się, piękna, szepcze w moje usta, łaskocząc mnie zarostem. Mimowolnie rozchylam wargi, przyjmując jego pocałunek. Swoją żarliwością wręcz sprawia mi ból, nie nadążam oddychać. Jego dłonie błądzą po moim ciele. Obejmuję go rękami, tymczasem on rozchyla moje nogi. Podświadomość każe mi przestać, jednak straciłam władzę nad ciałem. Delikatnie mnie unosi i przesuwa do przodu. Napiera na mnie klatką piersiową, nakazując mi się położyć. Odrywa się od moich ust i obsypuje pocałunkami moją twarz, szyję, dekolt, piersi. Sunie coraz niżej, a mnie coraz bardziej kręci się w głowie. Łaskocze włosami mój brzuch, dłońmi przytrzymuje mnie za biodra. Jęczę nie tyle z rozkoszy, co z bezsilności. Biorę głęboki oddech i zamykam oczy. Oddaję mu się całkowicie.

***

Samotność śni mi koszmary.

piątek, 14 lutego 2014

Walentynki z Tetmajerem

- Co ty możesz wiedzieć o miłości, skoro nigdy nie miałaś chłopaka?
- Mam poezję.
- Poeci są szurnięci.
- Dlatego tak dobrze ich rozumiem.
fragment dzisiejszej rozmowy w Siostrzyczką

      Pomimo wielu miłosnych rozczarowań, nie mam nic przeciwko dacie czternastego lutego. Owszem, chciałabym spędzić ten dzień z ukochaną osobą, jednakże niesprzyjające okoliczności zmuszają mnie do zaplanowania tego wyjątkowego wieczoru inaczej. Tego roku nie zamierzam ubolewać z powodu mojej samotności, lecz wreszcie postaram się ją docenić. O niebo lepiej będę się czuła w towarzystwie nieśmiertelnej poezji Tetmajera i przy akompaniamencie francuskich melodii. Zamiast romantycznej kolacji w wykwintnej restauracji, zadowolę się aromatem ulubionej zielonej herbaty i smakiem mlecznej czekolady. Udowodnię samej sobie, że do szczęścia potrzeba mi tylko wyobraźni. 

Tego szczególnego dnia, słodki aromat miłości unosi się w powietrzu o wiele intensywniej.
Nie zamierzam z niesmakiem zatykać nosa. Nic nie szkodzi upoić się miłością innych. 

Nie jestem sama. 

      Pewnego rodzaju natchnienie przepełnia mnie od rana. Monosylaby zdobią margines zeszytu. Nieustannie myślę metaforami; wszelkie uczucia doznały spotęgowania. Lekcja polskiego dodała mi skrzydeł. Nawet Daria stwierdziła, że byłam w swoim żywiole, którym jest poezja modernistyczna. Pojęcia dekadentyzmu i hedonizmu są mi niezwykle bliskie. Kolejny raz przekonuję się, że przyszłam na świat o wiele za późno. Zaspokoić może mnie jedynie nieśmiertelna poezja, podniecić mogą tylko słowa. Ubolewam nad nieobecnością modernistycznych twórców w teraźniejszym świecie. Chciałabym być kobietą jednego z nich; posada muzy byłaby dla mnie zaszczytem. 



Biały promień księżyca pada na splecione ciała
Ciemność odsłania wrogi błysk w przymkniętym oku

Subtelny oddech lawendowej świecy
Drażniący powonienie duch zabitego płomienia

Jęk rozkoszy niesie się echem
Satyna tłumi doznania

Szeptane muśnięcia słowami
Ciężka dłoń na ustach

Francuska melodia rozkoszy
Urwana w połowie nuta

Namiętny taniec zmysłów
Niebezpieczne potknięcie

Łzy rozkoszy troskliwie scałowywane
Nieopatrzona krwawiąca rana

Urokliwość późnej pory
Strach przed ciemnością

Woń rozkoszy
Odór odrzucenia

Wyzwolenie
Niewola

Sensualizm
Ból

Jawa
Realizm

Stałość
Ulotność




Serce drży w rytm melodii.

   


     Nie spodziewałam się żadnego walentynkowego prezentu, jednak Marlenka obdarowała mnie lizakiem-serduszkiem. Ponadto cały dzień biegałam po szkolnych korytarzach, zrywając karteczki i zbierając serduszka. Portfel mam po brzegi wypełniony papierową miłością, szkoda tylko, że nie można wymienić jej na prawdziwą. 



Resztę wieczoru spędzę na czacie. Poszukam szczęścia. 

***

Odzyskałam ojca. 

niedziela, 26 stycznia 2014

¿Qué quieres de mí?


Kryształowe gwiazdki, niesione gwałtownymi podmuchami wiatru, zderzają się z szybą. Po krótkiej chwili spływają z jej powierzchni pod postacią kropli wody. Chłód przenika przez nieszczelne okna, drażni nagą skórę i zadaje otrzeźwiający ból. Palcami sunie po oszronionej szybie, zniekształcającej zimowy krajobraz. Zdejmuje okulary i związuje jeszcze wilgotne po porannym prysznicu włosy. Przykłada ucho do drewnianej ramy okna, po czym zamyka oczy. Słyszy wrogi świst wiatru i szczekanie psa. Delikatnie uchyla okno. Śnieżny pył osiada na jej twarzy. Podmuchy wiatru zdają się nieść ze sobą melodię, słyszalną tylko przez wybranych. Mimowolnie zaczyna nucić. Piosenka działa niczym kołysanka, coraz cięższa głowa opada na dłonie. Spod przymkniętych powiek zdaje się dostrzegać niewyraźne obrazy. Dopiero gdy nabierają ostrości, rozpoznaje, co przedstawiają. Pamięta to pomieszczenie, to ogromne lustro, człowieka stojącego za nią. Bierze ostatni świadomy oddech i śni przerwany sen.

***

Znajduję się w nieznanym mi pomieszczeniu, ze ścianami pokrytymi złoto-brązową farbą i podłogą wyłożoną kaflami w podobnym odcieniu. W pokoju panuje nieznośny ukrop, nie dostrzegam żadnego okna ani nawet drzwi. Próbuję się odwrócić, by zerknąć na ściany za mną, jednak jakaś siła mi to uniemożliwia. Dopiero teraz zauważam stojące przede mną ogromne lustro ze złotą ramą. Nie rozpoznaję odbijającej się w nim postaci. Ogromne, zielone oczy wpatrują się we mnie. Na jej twarzy rysuje się grymas niepewności. Długie, kasztanowe włosy opadają kaskadami na ramiona i kształtne piersi. Prześwitująca halka przykleja się do lśniącej od potu skóry. Mimowolnie sięgam dłonią, aby poprawić zsunięte ramiączko, tymczasem odbicie wykonuje ten sam ruch. Przerażona cofam rękę. Więc... to ja? Zaskoczona jeszcze raz spoglądam w lustro, jednak moją uwagę przykuwa ledwie widoczny ciemny punkt. Ponowna próba spojrzenia za siebie spełza na niczym. Zauważam, że punkt się powiększa i powoli formuje w ludzką sylwetkę. Niewątpliwie ktoś się zbliża. Postać staje się coraz wyraźniejsza. Sposób w jaki się porusza, każe mi twierdzić, że to mężczyzna. Nie mylę się. Jego kruczoczarne włosy kontrastują z mleczną cerą, nagi tors wręcz bije światłem. Wytarte dżinsy ledwo trzymają się na biodrach. Im mniejsza dzieli nas odległość, tym wolniej do mnie podchodzi. Nieustannie staram się odwrócić. Jest tak blisko, że czuję na plecach jego oddech. Dotyka moich włosów i podsuwa pod nos jeden kosmyk, rozkoszuje się jego zapachem. Przesuwa lodowatymi palcami od mojej szyi aż po ramię, odgarnia gęste włosy na jedną stronę. Delikatnie całuje mój obojczyk, po czym przesuwa usta coraz wyżej. Nie potrafię zapanować nad drżeniem ciała, wywołanym zimnem jego warg i podnieceniem. Muska moją szyję, w międzyczasie powoli zdejmuje ze mnie halkę. Znaczy ustami moją żuchwę i policzek, przesuwa je ku skroni, po czym zbliża do ucha. Halka upada u moich stóp. Szepcze w niezrozumiałym dla mnie języku, chłodnym oddechem wywołując moje drżenie. Spogląda błękitnym okiem na moje odbicie w lustrze. Prawą dłonią dotyka mojego policzka, schodzi ku szczęce i palcem muska moje rozchylone usta. Nadal szepcze, wsuwając mi kciuk do ust. Delikatnie go przygryzam, co najwyraźniej mu się spodobało, bo szept przemienił się w gardłowy pomruk. Druga dłoń, którą dotychczas dotykał mojej talii, sunie coraz niżej. Nasze oddechy przyśpieszają. Z rozkoszy zamykam oczy i...

...budzę się na parapecie.

***

Chyba powinnam wreszcie znaleźć sobie faceta...