Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poetycko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poetycko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 grudnia 2015

31.12.79: Już wkrótce

Już wkrótce wezmę się za siebie, wezmę
się w garść, zrobię porządek w szufladzie,
przemyślę wszystko do końca, zaplombuję zęby,
uzupełnię luki w wykształceniu, zacznę
gimnastykować się co rano, w słowniku
sprawdzę kilka słów, których znaczenie jest dla mnie wciąż niejasne,
więcej spacerów z dziećmi, regularny
tryb życia, odpisywać na listy, pić mleko,
nie rozpraszać się, więcej pracy nad sobą, w ogóle
być sobą, być wreszcie bardziej
sobą

ale właściwie jak to zrobić, skoro
już,
i to od tak dawna, tak bardzo
nim jestem

/Stanisław Barańczak

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Więcej takiego lata

Gdzie trzech pijanych tam ja trzeźwa. Dla takich chwil warto. Szkoda zapomnieć gwałtownej ulewy, ogniska na skraju lasu czy popisów wokalnych pijanych facetów. Brunatne niebo nad nami i chmury tytoniowego dymu. Przed północą był spacer środkiem lasu do obalonego drzewa. Jeden trzymał drugiego, żeby się nie zgubić, a tylko nikłe światło komórki wskazywało drogę. Wejść na pień nie trudno, zejść jeszcze szybciej, ale boleśniej. Jeszcze deszcz padał z liści, pięknie pachniało. 
Tak lubię spać w twoim łóżku, zasypiać w zapachu po tobie. Tak lubię ciebie we mnie, twoje pijane spojrzenie i rozchylone wargi. Łaskoczesz brodą w policzek, mam twoje usta na czole, na dobranoc. Tak łatwo zasnąć o świcie i przespać deszcz.

wtorek, 16 czerwca 2015

Chwile w pudełkach

Mam chwile w pudełkach, dni na kartkach. Czytam je teraz i uśmiecham się na wspomnienia. Mogłabym zamieszkać na balkonie, tak mi tu wygodnie. Mam cień na książkę, nogi w słońcu i kota obok. Tyle szczęścia w futrze.








Brakuje mi listów, a potrzebuję się komuś wypisać.

niedziela, 7 czerwca 2015

Gdzieś między wierszami

Lubię poranki po księżycowych nocach, kiedy wieczór mam cały jasny. Dużo nie śpię, bo szkoda chwil. Spojrzeń mi żal odrywać od nieba, a bolą za długie. Piękny ten błękit. Mam wody po brzuch, jak się kładę to łaskocze w uszach. Grzeje mnie po twarzy. Więcej wiatru chcę we włosach.
Tak sobie obiecałam robić rzeczy osobno. Jeść po jednym kawałku. Tyle mam do spróbowania.
Patrzę na świat w twoich oczach, a ty mówisz żebym przestała. Kiedy mi tak trudno. Księżyc dojrzał. Wczoraj jeszcze nieśmiało nam świecił. Chyba olcha nad nami. Przyjemnie tak leżeć na sianie. Kochasz? Nie mów - w oczach słyszę.

wtorek, 2 czerwca 2015

Nie przejmując się ulotnością

Przepiękna jest ta lekkość moich myśli, swoboda działań i spokój umysłu. Dawno nie czułam się tak błogo. Pozbawiona jakichkolwiek obowiązków, całe dnie spędzam pod gołym niebem. Dzięki siostrzeńcom, z których powodu mam w ogrodzie trzymetrową zjeżdżalnię, przeżywam swoje drugie dzieciństwo. Biegam boso pośród wysokich polnych traw, zbierając bukiety kruchych dmuchawców; głową w dół zwisam z huśtawki, podziwiając świat w rewersie; ufnymi palcami głaszczę wąsate pyszczki śnieżnobiałych królików, a późnymi wieczorami, chłonąc niczym niezaburzoną ciszę, odczytuję Poświatowskie opowieści.  
Pragnę jak najszybciej rzucić się w ramiona Pana Poety. Przyniesie to korzyści nam obu, bo samotność porządnie mąci nam w głowach. Niczego nie planuję, nie wybiegam w przyszłość. Myślę o trwającej chwili, nie przejmując się jej ulotnością.

Mam zeszłoroczny maj w tym czerwcu. Nadrabiam wschody, spaceruję zachodami, chłonę zapachy i smaki. Zbieram słowa, maluję nimi obrazy dla wyobraźni. Mnóstwo ich już mam i myślę co więcej z nimi zrobić. Znowu czytam Nabokova, z Poświatowską rozmawiam wieczorami. Modlę się do niej częściej niż do Boga. Mam Poetę. Pocałunki w szyję, ciepły oddech za uchem i pijane spojrzenie. Częściej wkładaj marynarkę, bo lubię takiego przyszłego prawnika. Pojedziemy do Pragi, gdzie mieszkał Kafka. Spełnisz moje marzenie. Mam kota, pana boga w futrze. To jej pierwsze burze. Jeszcze nie zna pieśni chmur, ucieka przed ich łzami. Tuli się do mnie jakbym miała ją ochronić, łaskocze uchem po brodzie, z każdym grzmotem mocniej wbija się w skórę. To nic, te krwawe kreski. Jak się kocha, to nie boli. Jeszcze odkładam decyzje, choć na rachunkowość już się zarejestrowałam. Jeszcze grzeję stopy słońcem i pozwalam włosom opadać na oczy. Myślę o trwającej chwili, nie przejmując się jej ulotnością.

wtorek, 19 maja 2015

Takie wczoraj

Długo by opowiadać tamten miesiąc. Skończyłam szkołę, dopiero w ostatnim tygodniu poznając lepiej klasę. Prawie napisałam maturę, bo został mi jeszcze hiszpański. Poradziłam sobie z ustnymi egzaminami lepiej niż się spodziewałam. Jednak szykuję się na poprawkę. Postanowiłam znowu walczyć o prawo jazdy. Nie wiem co gorsze, mieć samochód i nie móc nim jeździć, czy mieć prawo jazdy a nie mieć auta. Skróciłam włosy i pierwszy raz jestem zadowolona ze swojej fryzury. Jedni twierdzą, że wyglądam młodziej, inni, że dojrzalej. Nie wiem kogo słuchać. Od dwóch tygodni sypiam z kotem. Ma ogromne niebiesko-zielone oczy i trójbarwne umaszczenie, które ponoć świadczy o specyficznym charakterku zwierzęcia. Znowu piszę wiersze, więcej czytam, słucham i oglądam. Przyzwyczajam się do bólu. Wracam.

poniedziałek, 18 maja 2015

I

Ach, nie jest się poważnym w siedemnastej wiośnie.
Wieczorem, wśród bomb piwa, szklanek lemoniady,
Kawiarni oświetlonych i gwarnych radośnie,
Aleja lip ocienia promenady.

Powietrze takie słodkie przymyka powieki,
Tak dobrze pachną lipy w czerwcowe wieczory,
Wiatr obciążony gwarem - miasto - niedalekie -
Ma w sobie zapach winnic i piwa odory.

II

Nagle malutki skrawek nieba gdzieś widnieje,
Granatowy, oprawny w drobniutkie gałązki,
Przepięty gwiazdką małą, co słodko topnieje
I jak dreszczyk przesyła swój promyczek wąski.

Noc czerwcowa! I młodość! - To upaja trochę!
Krew staje się szampańską, do głowy uderzy,
Gada się! A na wardze całus czeka płochy
I drży na niej jak małe niecierpliwe zwierzę.

III

Przez powieści szaleńcza serc robinsonada
Zacznie się, gdy z powagą daty bardzo świeżej
Minie cię panna w miejscu, gdzie latarnia blada
Ujmie ją całą w cieniu ojcowskich kołnierzy.

Ponieważ ona myśli, żeś nader naiwny,
Tupocąc drobnym krokiem posłusznej panienki
Obraca się i wzrok swój zasyła przedziwny,
Tak że na ustach gasną ci wszystkie piosenki.

IV

Więc jesteś zakochany strasznie aż po sierpień,
Przyjaciele odchodzą, jesteś źle widziany,
Śmieszą ją twe sonety, owoc długich cierpień,
Aż wieczorem otrzymasz list od ukochanej.

W taki wieczór w kawiarni szumiącej radośnie
Każesz dać bombę piwa albo lemoniady.
Ach, nie jest się poważnym w siedemnastej wiośnie,
Tam, gdzie cień lip zielonych kryje promenady.

                                       /Arthur Rimbaud, "Romans"

niedziela, 5 kwietnia 2015

z mar twych wstań

Myślałam, że krzyż już mnie nie wzruszy. Choć pamiętam, gdy ze łzami w oczach pytałam mamę, dlaczego tak cierpiał. Jednak nie wyrosłam ze współczucia. Pamiętasz tamte listy? Ciekawa jestem, czy zdołałeś rozczytać drżącą dłoń. Nie odpisałeś.

Nie odpisałeś?...

Z MAR TWYCH WSTAŃ

Do mnie trzeba drukowanymi. Na czerwono najlepiej, w widocznym miejscu. Krótko i dobitnie.

Zabolało. Zasłużyłam. Dziękuję. Wstanę, choć znowu upadnę. Pójdę, mimo potknięć. Spróbuję jeszcze raz. A potem kolejny.

***

rok temu.
być może nie pamiętasz
jeszcze nieświadomi
zobacz ile przypadek może

wspominam twoje usta na moich
i czekam kolejnych pocałunków

sobota, 21 marca 2015

...

(to kiedyś wróci)

niedziela, 15 lutego 2015

Tamten gwiaździsty granat nieba

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie
myślę - co też się stanie
z moim sercem głodnym miłości

a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który chłodny

                                           - Poświatowska

Herbaciane róże słodzą oddechy, wyjątkowo bolesne tego wieczoru. Chciałabym wczoraj. Tamten gwiaździsty granat nieba. Może zdołałabym wypłakać ból w jego ramionach. Nigdy nie jest, gdy potrzeba. Wspomnienie ust koi, ale nietrwała to ulga. Dużo całował. Ja tak lubię jego wargi na moich, jego oddech z moim. Samej źle mi się oddycha. Podobam mu się w czarnych rajstopach. Samej sobie [...] zaczynam w komplementy wierzyć. Klęczy przede mną tak ulegle. Nagradzam posłuszeństwo, w pijanym brązie oczu widząc więcej niż inni.

czwartek, 12 lutego 2015

bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno

chłód wieje z przestrzeni

kiedy myślę
jaka ona duża
i jaka ja

to mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata

                                               - Poświatowska

wtorek, 10 lutego 2015

Chciałaś ze mną porozmawiać, to jestem. Trochę się przestraszyłam, że coś złego się stało, że znowu płaczesz, a ja nijak cię pocieszyć nie zdołam. Ale przychodzę, patrzę, a ty szczęśliwa. Chyba jak nigdy dotąd. Więc pytam - co ci? a ty, że tak wspaniale i że sama nie wiesz. Marlenka ma rację, pięknie się uśmiechasz. A jeszcze cudniej się rumienisz, jak ktoś cię skomplementuje. Kochana, ale powiedz ty mi, skąd tyle uśmiechu? Bo to dobrze, ale tak nagle trochę niepokojące. Weź więc odetchnij, aj! szklą się oczy. Boli, prawda? Idź z tym wreszcie do lekarza, błagam ja ciebie. Ale mów już, bo niecierpliwisz człowieka. Że śnieg taki biały, zima taka piękna? No, zgodzę się. Urokliwa pora. Uśmiechy nieznajomych takie szczere, miły pan w autobusie, siostrzeńcy tak ciocię kochają? A jak tu nie kochać. Z siostrą się bratasz? Mówiłam, że będzie ci jak mnie Margosia. Tylko czasu trochę. Kawa ci smakowała? W takim towarzystwie to wiadomo. Urocze dziewczątka, musisz mnie kiedyś z nimi poznać. On tak bez powodu? To pięknie. Ty się nie dziw, że kocha. Ja się mu nie dziwię. Oddychaj, kochana, bo mi cię szczęście udusi! Ale powoli, to nie zaboli. Mów dalej. Ach, pięknie pachnie, jak całuje! i śmieje się tak dźwięcznie. Ci poeci. Żartujesz?! Wiesz, miłość jest wtedy, kiedy mężczyzna pozwala ci prowadzić swój samochód. Tym bardziej bez uprawnień. Też nie miałam, a tata tak mnie chwalił jak prowadziłam! Tylko potem raz się przestraszyłam, ale to wiesz, opowiadałam ci. No, mów jeszcze. Już nic? Kochana, ty aż się trzęsiesz ze szczęścia! Takie różowe policzki, oczy takie błyszczące! Pięknie ci wesołej. Wiesz jak mnie uśmiechnąć.
    

środa, 28 stycznia 2015

...

Już się nie boję. Wystarczył prosty gest nieznajomej, zapewnienie, że mimo wszystko można. Więc dostrzegam, póki jeszcze mogę. Chłonę ten świat, zapamiętuję obrazy, dźwięki, słowa. Każdy fragment kochanego ciała. Zapach skóry i miękkość włosów. Uśmiech i spojrzenie nade wszystko najpiękniejsze.
Chcę jak Amelia czerpać radość z uszczęśliwiania innych. Moje kości nie są ze szkła, mogę zderzać się z życiem.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

...

Nie lubię powrotów. Usprawiedliwiania swojej nieobecności. Przepraszania i obietnic poprawy. Dlatego więcej nie wrócę. Nigdzie się nie wybieram.
Oficjalnie zostało mi sto dni. Na długo zapadnie mi w pamięci sobotni wieczór, choć nie takiej studniówki się spodziewałam. Nie było eleganckiego lokalu, osób towarzyszących ani mnie pijanej. Była za to koronkowa czarna sukienka, buty na obcasie, włosy upięte w kok i mocny makijaż. Komplementowali mnie praktycznie nieznajomi, niektórzy mnie nie poznali. Czułam się piękna.
Nie założyłam okularów. Pozornie nieistotne, jednak z moją wadą wzroku mogłam przewidzieć konsekwencje. Zawaliłam poloneza. Mianowicie, pomyliłam partnerów. Widziałam faceta drugi raz w życiu, a bez okularów każdy facet wyglądał podobnie. Dopiero będąc za blisko zorientowałam się, że to nie ten. Nim się cofnęłam, jedna dziewczyna zdążyła mnie wyprzedzić. Mój potencjalny partner został sam, za nim ustawiały się kolejne pary. Pozbawiona wyboru musiałam przepchnąć koleżankę z klasy do przodu, a sama porwać dłoń jej partnera. Ciężko opisać zdezorientowanie i rozbawienie reszty. Wszystko doskonale będzie widać na filmie. Pocieszam się faktem, że nie ja jedna zatańczyłam po swojemu. Nie dziwią mnie liczne pomyłki, skoro było tak mało prób. Jednak mój występ był szczególny.
Zsuwająca się podwiązka i obolałe stopy nie przeszkadzały mi w szaleństwach z Marlenką. Do tańczenia mieliśmy dwie sale, na jednej typowo klubowa muzyka, na drugiej tradycyjna. Był dym, kolorowe światła i drżący od basów parkiet. Byłam w swoim żywiole.
Do domu wróciłam przed szóstą. Tradycyjnie straciłam głos i podarłam rajstopy. Leżąc w łóżku i usiłując zasnąć przemyślałam wszystko od początku.
Muszę wybrać. Jestem już dorosła.

niedziela, 11 stycznia 2015

Mimo wszystko jestem wdzięczna. Potrzebowałam ostatnich porażek. Być może nie aż tylu łez, ale płacz pomógł. Skupiam się na chwilach, tych najzwyklejszych. Doceniam to, co daje mi każdy dzień, a daje coraz więcej, dopiero teraz to dostrzegam. Choć pewne mnie niepokoi. Coraz więcej jest chwil, gdy boli każdy oddech, trzęsą się ręce i szklą oczy. Jeszcze nie przywykłam do tak silnego i gwałtownego strachu. Staram się oswajać ból, mam swoje metody, ale one powoli zawodzą. Potrzeba mi czegoś więcej.

sobota, 3 stycznia 2015

1

Chrząka znacząco, przypominając o swojej obecności. Uparcie patrzę w okno, unikając jej spojrzenia. Skarbie, zaczyna, pocieszająco głaszcze moje ramię. Czyżby poetce zabrakło słów?, zdaję się słyszeć. Nazwałaś mnie poetką? A jak inaczej? Odpowiadam rumieńcem. Wzdycha teatralnie i lekko wskakuje na parapet. Trąca mnie kolanem, kolejny raz zachęcając do rozmowy. Był taki ładny że poszłaś z nim do łóżka? Och, przestań. Chichocze. Odwracam wzrok z powrotem ku szybie. Zamiast świata widzę siebie. Moja twarz odbija się na szkle, jak w lustrze. Kolejne tak realne wspomnienie tej chwili. Ponownie czuję jego dotyk, gorące dłonie sunące po nagim ciele. Jeszcze raz widzę nasz pocałunek. Chwilę później leżę w łóżku. Jest na mnie, jeszcze nie we mnie. Zapominam o słowach, potrafię tylko patrzeć. Tonąć w czerni jego oczu, czepiać się szerokich ramion i wplątywać palce w kruczoczarne kosmyki. Chwila, nim ból staje się przyjemny. Rozpamiętuję każde rozkoszne pchnięcie, każdy stłumiony jęk. Zapadam się. I zasypiasz wtulona w zapach po nim. Potwierdzam uśmiechem.



Mylą mi się dni tygodnia. Trochę brakuje kalendarza, jednak postanowiłam nie przeliczać dni na kartki. Mam chwile. Te szczęśliwe spisuję i wrzucam do słoika. Pachnie herbatą.
Nie wiem czy to kara za libację u Marlenki, czy gwałtowny powrót Pani Emetofobii. Jedno wiem na pewno - wino nie zostanie moim przyjacielem. Obiecałam sobie ograniczać bliższe kontakty z nim.
Przekonałam się za to o troskliwości Pana Poety i jego zrozumieniu dla mojej przypadłości. To już tradycja, że każdy rok kończę i zaczynam z okropnym bólem brzucha. Okoliczności bynajmniej nie sprzyjały. Myślałam, że wreszcie nauczyłam się sypiać poza domem. Do tego doszła jeszcze niespodziewana wizyta u sąsiadów, z których domu ledwo zdążyłam się ewakuować. Byłabym zemdlała, choć wcale nie było tak gorąco. Przyzwyczajaj się kochany, ze mną będziesz miał same takie akcje.
Od dwóch dni jestem wzorową joginką. Nie starcza mi jedna sesja dziennie. Próbuję nowe asany, poznaję możliwości mojego ciała. Jednak jestem dość giętka. Myślę nad zmianą diety, staram się regulować długość snu, co niestety na razie mi nie wychodzi. Kolejny raz mam chęci i motywację. Ciekawe na jak długo.

niedziela, 28 grudnia 2014

...

Podobają mi się te święta. Pierwszy raz czuję, że wypoczywam. Nic tylko czytam, piszę, oglądam i piję. Być może piję za dużo, wszystkich tym zaskakując. Śpię jeszcze mniej, szkoda mi czasu na sen.

Jak chcesz, to mogę Ci zrobić tak, żebyś już nie była panną.
Spełniasz moje marzenie.
Jestem totalnie uzależniony od Twojego uczucia, głosu, zapachu, tej pięknej buzi [...] Mimo, że byłem wcześniej w związku to nigdy czegoś tak wspaniałego nie czułem.

Aż mi tak cieplej w środku.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Nigdy nie oddychało mi się lepiej

Nie sposób opisać Twój głos, choć tyle go słyszałam tej nocy. Pięknie śpiewasz mój Poeto. Czułam drżenie szarpanej struny, widziałam taniec smukłych palców. Skomplikowana choreografia.
Pięknie palisz cygaro. Pokazujesz jak je trzymać, jak wypuszczać dym. Pozwalasz mi spróbować. Niepewnie przykładam je do ust. Mrużę oczy i ostrożnie wciągam drażniący dym. Wypuszczam, gdy zaczyna palić w język. Zlizuję cierpki posmak z warg. Czuję Twoje spojrzenie. Drugi raz zaciągam się głębiej. Wpuszczam dym do płuc. Nigdy nie oddychało mi się lepiej.

niedziela, 14 grudnia 2014

Poetyckie stworzenia

Co mi trzeba, papier do pisania i trochę książek i całkiem ogromnie dużo słońca. Inaczej nie potrafię żyć i Tobie zatruwam życie... 

Wieczory spędzam z Poświatowską. Leżąc na wyjątkowo wygodnej podłodze i wpatrując się w popękany sufit, słucham jej przyjacielskiej opowieści. Wspomina swoje dzieciństwo, zmarłą siostrzyczkę, przyjacielską matkę i walkę z chorobą. Opowiada o swoich miłościach, tych romantycznych spacerach, flircie z taksówkarzem. Pokazuje stare zdjęcia. Zamyślone spojrzenie, jakby niechętnie skierowane w obiektyw, uszminkowane usta i charakterystyczne kości policzkowe. Uśmiecha się skromnie, gdy prawię jej komplementy. Szary kot pręży grzbiet przy jej smukłej łydce. Ja mam pana boga w futrze, mówi. Wystawia ku mnie wąsaty łebek, delikatnie głaszczę jego głowę. Koty to takie poetyckie stworzenia. 

***

Pan Poeta ma rację - wszystko przez mój pesymizm. Powoli się z niego leczę, starając się myśleć choć trochę optymistycznie. W każdej przykrości usiłuję dostrzec jakieś pozytywy. Choćby w tym feralnym przeziębieniu, które pozwoliło mi na trochę odetchnąć od obowiązków, czy tygodniu próbnych matur, który tym samym jest ostatnim tygodniem szkoły przed przerwą świąteczną. Potrzebuję tych świąt. Po ostatnich stresach zasłużyłam na odpoczynek. Ponadto chcę spędzić więcej czasu z Panem Poetą. Dramatem jest znalezienie odpowiedniego prezentu, na co zostaje mi coraz mniej czasu. Sylwestra spędzimy razem i już wiem, że będzie on niezapomniany. Być może pierwszy raz zasnę w jego ramionach. O poranku wolę nie myśleć, Siostrzyczka uświadomiła mi, jak fatalnie prezentuję się po nocy. To będzie prawdziwa próba miłości.

środa, 10 grudnia 2014

...



      Dziękuję Wam za pełne troski maile i komentarze, za wsparcie i pomoc, którą od Was dostaję. Choć tak naprawdę nawet się nie znamy, to mam wrażenie, że łączy mnie z Wami więcej niż z rodziną.
Powoli dochodzę do siebie. Przynajmniej psychicznie, bo odporność ponownie mnie zawiodła i kilka następnych dni najprawdopodobniej spędzę w domu. To nawet lepiej. Nie obiecuję sobie, co zrobię w tym czasie, niczego nie planuję, bo zazwyczaj tych planów i tak nie realizuję. Po prostu postaram się udowodnić samej sobie, że potrafię wykorzystać dobę jak najlepiej.
      Miło wspominam sobotni mikołajkowy wieczór. Wystarczyła obecność Pana Poety, ciepło jego ramion, słodycz jego ust i kojący głos, bym od razu poczuła się lepiej. Jeszcze nie zdołałam przywyknąć do jego miłosnych wyznań. Nie przypuszczałam, że ktoś zdoła mnie pokochać. Tym bardziej ktoś taki.
      To samotność popchnęła mnie do założenia bloga, spisywania swoich żalów. Czytając zeszłoroczne posty nie poznaję samej siebie. Ileż było wzlotów i upadków, klęsk i spełnionych marzeń. Najwyraźniej nigdy nie wyjdę na prostą. Pogodziłam się z tym. Zaakceptowałam moje wady, nauczyłam się żyć z moimi fobiami. Czasami zdarza mi się gorszy dzień, czy nawet miesiąc, ale z czasem zawsze jest lepiej. Chyba rodzi się we mnie pewien optymizm, jednak nie chcę zapeszyć.